To firmy ciągną do miejsc, gdzie są największe społeczności ludzi kreatywnych, a nie na odwrót. Dlatego też najszybciej rozwijają się w Stanach Zjednoczonych miasta i regiony najatrakcyjniejsze dla twórców, bo za nimi ciągną korporacje, kapitał i inwestycje.
Ameryka i Amerykanie powoli zastępują Rosjan i Niemców w roli chłopców do bicia. Jankesi są powszechnie krytykowani za ignorancję, głupotę, brak manier, egocentryzm, narzucanie woli światu, imperializm, dbanie tylko o swoje interesy, wywoływanie ropnych wojen I tysiąc innych jeszcze plag. Jeśli już „krytyka polityczna”, to najlepiej polityki amerykańskiej. Gdy słyszę takie dyskusje, nie wytrzymuję. Przypominam o trzech wygranych dzięki Amerykanom wojnach: dwóch gorących i jednej zimnej. Zgrzytam zębami, gdy słyszę dworowanie z amerykańskich „prostaków”, którzy nie znają nazwy stolicy Słowacji, co odpowiada przecież z grubsza naszej niewiedzy o stolicy Kalifornii (stanu o piątej największej gospodarce świata!). Powtarzam za Leninem, że ludzie głosują nogami. Że największe kolejki po wizy stoją przed ambasadami USA i że o czymś to świadczy. Że jest to największa i najbardziej innowacyjna gospodarka. Że tam możliwa jest wciąż kariera od pucybuta do milionera. Że skoro jest tam tak źle, to czemu jest tak dobrze? Czemu mając tak fatalną edukację, mają najlepsze uczelnie wyższe, najwięcej noblistów, cytowań naukowych, najlepsze kino, media, wielką literaturę i muzykę rozrywkową? Czemu największe idee współczesności pochodzą z Ameryki?
KREATYWNOŚĆ, GŁUPCZE!
W 2004 roku nagrodę BREAKTHROUGH IDEA OF THE YEAR, przyznawaną przez Harvard Business Review, otrzymał amerykański naukowiec – profesor Richard Florida. Jego teoria klasy kreatywnej była rzeczywiście PRZEŁOMEM. Niezwykle inspirujące twierdzenie, podane dodatkowo w niezwykle atrakcyjny sposób. Chciałbym PRZEŁAMAĆ trochę stereotypów na temat USA w głowach naszych Szanownych Polskich Czytelników i spróbować przybliżyć im Stany Zjednoczone, a przede wszystkim MIASTA Stanów Zjednoczonych, właśnie z punktu widzenia teorii Richarda Floridy. Przybliżyć, bo teoria ta jest w Polsce niestety mało znana. Komentarze do niej znalazłem tylko w kilku publikacjach znanego szermierza słowa - Edwina Bendyka. Może jednak okazać się wkrótce teorią wpływową, bo posługuje się nią także Michał Boni, szef Zespołu Doradców Strategicznych premiera Tuska!
Założenia teorii klasy kreatywnej pochodzą z bestsellerowej książki Floridy The Rise of the Creative Class. Przetłumaczona została już ona na kilkanaście języków. Może doczekamy się kiedyś tłumaczenia na polski? Ale wracajmy z krainy marzeń do rzeczywistości. Według autora, klasa kreatywna obejmuje obecnie około 40 mln Amerykanów – 30% siły roboczej w USA. Są to naukowcy, inżynierowie, wynalazcy, analitycy i konsultanci, artyści, designerzy, pisarze, muzycy, lekarze (specjaliści!), menedżerowie, finansiści, prawnicy, nauczyciele akademiccy itd., itd. Stanowią oni razem o rzeczywistej sile napędowej gospodarki amerykańskiej. Oczekuje się, że w kolejnej dekadzie stworzonych zostanie w USA dodatkowych 10 mln miejsc pracy dla klasy kreatywnej. Mimo, że reprezentuje tylko trzecią część siły roboczej, klasa kreatywna zarabia ponad 2,1 biliona dolarów, co stanowi połowę wszystkich zarobków w USA. Dodatkowo kontroluje ona prawie 70% – prawie 500 miliardów dolarów – dochodu rozporządzalnego mieszkańców USA. W 1999 roku średnie zarobki członka klasy kreatywnej wynosiły niemal 50 tys. dolarów, w porównaniu z 28 tys. w sektorze produkcyjnym oraz 22 tys. w sektorze usługowym.
MIASTA NA INDEKSIE
Profesor Florida zastanawiał się, co powoduje, że jedne miasta bogacą się, stają się coraz atrakcyjniejsze dla swoich mieszkańców oraz przybyszów, rozwijają się i kwitną, podczas gdy inne biednieją, podupadają, stają się nieatrakcyjne i nielubiane. Pierwszą odpowiedź znalazł w wartości wytwarzanej tam pracy. Oczywiście, im bardziej wartościowe – a co za tym idzie lepiej płatne – miejsca pracy, tym lepiej. Należy więc zwrócić uwagę na te miasta, gdzie pracę znaleźć mogą wybitni finansiści, prawnicy, reżyserzy filmowi i inni specjaliści (a tak na marginesie, jak się nazywa takie miasto w Polsce?). Drugie pytanie, które zadał Florida, dotyczyło tego, co sprawia, że w danym mieście powstają wartościowe miejsca pracy. Tu odpowiedź nie była tak jednoznaczna. Florida twierdzi, że na pewno nie jest to infrastruktura dla biznesu, przyjazne nastawienie władz wobec inwestorów, zachęty podatkowe ani także inwestowanie przez władze lokalne w drużynę baseballu czy futbolu amerykańskiego. Jest to natomiast zdolność do przyciągania klasy kreatywnej oraz do przełożenia tego potencjału na efekty ekonomiczne w formie nowych idei, innowacyjnych przedsięwzięć i rozwoju regionalnego. Klasa twórcza powinna być ze swej natury mobilna, skłonna do częstych zmian otoczenia, miejsca pracy. Członek klasy twórczej podczas podejmowania decyzji o przeprowadzce w najmniejszym stopniu kieruje się aspektami finansowymi. Bardziej interesuje go „intelektualny ekosystem”: infrastruktura kulturalna i jakość środowiska społecznego, warunki pracy i warunki wypoczynku po pracy. W efekcie to firmy ciągną do miejsc, gdzie są największe społeczności ludzi kreatywnych, a nie na odwrót. Dlatego też najszybciej rozwijają się w Stanach Zjednoczonych regiony najatrakcyjniejsze dla twórców, bo za nimi ciągną korporacje, kapitał i inwestycje. Trzecim pytaniem, na które odpowiedział Florida, była kwestia zmierzenia owej zdolności miasta do przyciągania klasy kreatywnej. Florida stworzył odpowiedni wskaźnik – Indeks Kreatywności. Jest to mix czterech równoważnych parametrów: (a) udział klasy kreatywnej w sile roboczej, (b) wskaźnik przemysłu wysokich technologii (Tech Pole Index autorstwa Milken Institute), (c) wskaźnik innowacyjności (mierzony liczbą patentów per capita) oraz (d) wskaźnik różnorodności, prowokacyjnie nazwany the Gay Index, oznaczający otwartość danej społeczności na odmienność sposobu życia. Indeks Kreatywności ukazuje pozycję danego miasta w kreatywnej gospodarce, a przez to staje się barometrem długoterminowego potencjału rozwojowego. Od opracowania Indeksu Kreatywności była już bardzo krótka droga do stworzenia rankingu miast, uporządkowanych według jego wskazań.
Ranking Kreatywności Wielkich Miast
Obejmuje 49 obszarów metropolitalnych o liczbie ludności przekraczającej milion w 2000 roku.
Pierwsza Dziesiątka
Miasto Indeks Kreatywności Poz. Kreatywność Poz. High-Tech Poz. Innowacyjność Poz. Różnorodność
1. San Francisco 1057 5 1 2 1
2. Austin 1028 4 11 3 16
3. San Diego 1015 15 12 7 3
3. Boston 1015 3 2 6 22
5. Seattle 1008 9 3 12 8
6. Chapel Hill 996 2 14 4 28
7. Houston 980 10 16 16 10
8. Washington 964 1 5 30 12
9. New York 962 12 13 24 14
10. Dallas 960 23 6 17 9
10. Minneapolis 960 7 21 5 29
And the winner is – SAN FRANCISCO!!! Z naszej perspektywy dziwić może brak w zestawieniu Chicago, Miami i Los Angeles. Nieoczekiwanie też trzy miasta w pierwszej dziesiątce leżą w kowbojskim ciemnogrodzie – Teksasie.
Ostatnia Dziesiątka
Miasto Indeks Kreatywności Poz. Kreatywność Poz. High-Tech Poz. Innowacyjność Poz. Różnorodność
49. Memphis 530 47 48 42 41
48. Norfolk, VA 555 36 35 49 47
47. Las Vegas 561 49 42 47 5
46. Buffalo 609 33 40 27 49
45. Louisville 622 46 46 39 36
44. Grand Rapids 639 48 43 23 38
43. Oklahoma City 668 29 41 43 39
42. New Orleans 668 42 45 48 13
41. Greensboro 697 44 33 35 35
40. Providence 698 41 44 34 33
W ostatniej dziesiątce uwagę zwracają gasnące gwiazdy Memphis - stolicy bluesa - oraz Las Vegas – stolicy hazardu. Widocznie nie samym bluesem i hazardem człowiek żyje. Potwierdzają się też słowa Joela Kotkina - amerykańskiego eksperta od rozwoju miast, autora głośnej książki Miasto: historia globalna – Nowy Orlean czekał na śmierć. Lata przed nadejściem huraganu i powodzi Nowy Orlean był w stanie zapaści, jakby czekał, aż ktoś go dobije. To miasto w ostatnich latach staczało się coraz szybciej po równi pochyłej. Królowały potworna przestępczość, korupcja polityczna, zdegenerowane siły policyjne, najgorsze w Ameryce szkoły, fatalny system opieki medycznej. Wpływy z turystyki trochę poprawiały mu statystyki, ale tak naprawdę tylko maskowały ogromne problemy. Miasto miało zdegenerowaną strukturę społeczną, co również znalazło odbicie podczas obecnego kryzysu.
KLASA UCIEKA OD STADIONU
Im bardziej zagłębiam się w klarowne myśli Richarda Floridy, tym więcej odnajduję wspólnych cech z postulatami, które środowisko Konsorcjum Metropolia Poznań zgłaszało względem polityki i kierunków rozwoju Poznania. Miasto to zdaje się tkwić niestety nadal w dobie przed-Florydzkiej. Nieba chyli przed klubem piłkarskim, inwestuje w stadion oraz drogi dojazdowe do niego. Cieszy się z biurowców, w których zasiądą buchalterzy pracujący dla jakiegoś centrum rozliczeniowego. Zapewnia powierzchnie na magazyny i fabryki wzdłuż mitycznej trzeciej ramy komunikacyjnej. Zakazuje parad równości. Poznań idzie drogą przegranych amerykańskich miast, jak przypadki przywoływane przez Floridę: Zasklepione w starych paradygmatach rozwoju gospodarczego miasta jak Buffalo, Nowy Orlean czy Louisville starały się, aby zostać nowym „Krzemowym Gdzieś-Tam”, zabudowując parki „technologiczne” sztampowymi biurowcami oraz dotując zawodowe kluby sportowe. Dziś tracą kolejnych członków klasy kreatywnej, a wraz z nimi gospodarczą dynamikę . Klasa kreatywna przenosi się w naszym przypadku do Warszawy lub Londynu, tam znajdując lepszy ekosystem dla swojego stylu życia.
Jak przystało na naukowca amerykańskiego, Richard Florida nie tylko bada, tworzy teorie i konstruuje rankingi, ale pokazuje również zastosowanie swoich teorii w praktyce oraz sugeruje swoją kompetencję doradczą. Swoją propozycję strategiczną dla organizacji, miast, regionów, krajów nazwał 3T. Ma ona pozwalać na skuteczną konkurencję w wieku kreatywności. Owe 3T to Talent, Technologia i Tolerancja. Absolutnie priorytetowym zagadnieniem jest przyciąganie i zatrzymanie uTalentowanych ludzi. Na drugim miejscu jest Technologiczna zdolność przełożenia nowych idei, badań, innowacji na rynkowy produkt. A trzecim składnikiem tej mikstury jest otwartość na nowe idee oraz różnorodne style życia. Tylko w takim Tolerancyjnym środowisku może rozwijać się klasa kreatywna. Jak władze lokalne mogą posługiwać się strategią 3T? Po pierwsze - muszą inwestować w naukę i technologię. Drugim paradygmatem jest edukacja – ciągłe podnoszenie kwalifikacji przyszłych i obecnych pracowników. Po trzecie - władza musi zapewnić klimat tolerancji i otwartości.
MIASTA Z ROZDZIELNIKA
Richard Florida zwrócił się ostatnio także do szerszej publiczności, wydając 10 marca 2008 r. w oficynie Basic Books pozycję o długaśnym tytule Who's Your City?: How the Creative Economy Is Making Where to Live the Most Important Decision of Your Life. Już nie tylko osoby na najwyższych szczeblach hierarchii w firmach i władzach publicznych mogą korzystać z dorobku Floridy. Teraz może się on stać przewodnikiem także dla szarych zjadaczy chleba. Gdyby spytać ludzi, jakie są najważniejsze decyzje, które podjęli w życiu, powiedzieliby pewnie: wybór życiowego partnera, czyli odpowiedź na pytanie KTO - oraz wybór zawodu, ścieżki kariery – odpowiedź na pytanie CO. Florida twierdzi, że bardziej fundamentalną jest decyzja GDZIE. Miejsce, które wybieramy do życia, określa nasze szanse przy wyborze partnera i miejsca pracy. Wpływa na nasze opcje spędzania wolnego czasu. Na nasze samopoczucie. Na nasze bezpieczeństwo. Na nasze zdrowie. Na nasze dochody. Na nasze wydatki. Na nasz majątek. Jeśli jesteś singlem – mężczyzną, szczęścia szukać powinieneś na wschodnim wybrzeżu (najlepiej w obszarze Nowy Jork – północne New Jersey), jeśli kobietą – na zachodnim (szczególnie Los Angeles – Long Beach – Santa Ana).
Praca dla specjalistów coraz częściej grupuje się w klastrach. W Polsce jeśli chcesz pracować w telewizji, powinieneś zamieszkać w Warszawie. Jeśli myślisz o firmie produkującej plandeki do ciężarówek – rozejrzyj się za domem w Stęszewie. Rajem dla stolarzy są okolice Kępna, Radomska, Kalwarii Zebrzydowskiej i Elbląga. Kręci cię przemysł lotniczy – zastanów się nad zamieszkaniem w trójkącie Mielec-Dębica-Rzeszów. Widzisz dla siebie karierę tylko w jubilerstwie – nie ma lepszej lokalizacji niż Poznań. Podobne zależności rządzą geografią pracy w USA.
Richard Florida nie byłby sobą, nie tworząc również stosownego rankingu. Żeby dopasować wyniki do potrzeb swoich czytelników, stworzone zostały listy najlepszych dużych, średnich i małych miast dla różnych grup społecznych: młodych singli, specjalistów w połowie kariery, rodzin z dziećmi, małżeństw z dorosłymi dziećmi, emerytów, homoseksualistów.
Najlepsze miasta dla młodych singli (20-29 lat)
duże ośrodki
• San Francisco, CA
• Washington, DC
• Boston, MA
• Los Angeles, CA
• New York, NY
średnie ośrodki
• Madison, WI
• Worcester, MA
• Bridgeport, CT
• New Haven, CT
• Raleigh, NC
małe ośrodki
• Boulder, CO
• Santa Barbara, CA
• Trenton, NJ
• Ann Arbor, MI
• Santa Rosa, CA
Najlepsze miasta dla zawodowców w połowie kariery (30-44 lata)
duże ośrodki
• San Jose, CA
• Minneapolis, MN
• Austin, TX
• San Diego, CA
• Denver, CO
średnie ośrodki
• Bridgeport, CT
• Portland, ME
• Madison, WI
• Omaha, NE
• Des Moines, IA
małe ośrodki
• Durham, NC
• Provo, UT
• Reno, NV
• Fayetteville, AR
• Boulder, CO
Najlepsze miasta dla rodzin z dziećmi
duże ośrodki
• Washington, DC
• Boston, MA
• San Jose, CA
• New York
• San Diego
średnie ośrodki
• Bridgeport, CT
• Worcester, MA
• Poughkeepsie, NY
• Ventura, CA
• Raleigh, NC
małe ośrodki
• Manchester, NH
• Trenton, NJ
• Boulder, CO
• Provo, UT
• Norwich, CT
Najlepsze miasta dla rodziców, których dzieci opuściły już dom (45-64 lata)
duże ośrodki
• San Francisco, CA
• Seattle, WA
• Boston, MA
• Minneapolis, MN
• Hartford, CT
średnie ośrodki
• Bridgeport, CT
• Portland, ME
• Madison, WI
• Honolulu, HI
• Rochester, NY
małe ośrodki
• Boulder, CO
• Trenton, NJ
• Fort Collins, CO
• Santa Rosa, CA
• Norwich, CT
Najlepsze miasta dla emerytów (powyżej 65 lat)
duże ośrodki
• San Francisco, CA
• New York, NY
• Boston, MA
• San Jose, CA
• Miami, FL
średnie ośrodki
• Bridgeport, CT
• Palm Bay, FL
• Honolulu, HI
• Ventura, CA
• Sarasota, FL
małe ośrodki
• Santa Barbara, CA
• Trenton, NJ
• Santa Rosa, CA
• Port St. Lucie, FL
• Naples, FL
Najlepsze miasta dla gejów i lesbijek
duże ośrodki
• San Diego, CA
• San Francisco, CA
• Hartford, CT
• Boston, MA
• New York, NY
średnie ośrodki
• Bridgeport, CT
• Portland, ME
• Worcester, MA
• Honolulu, HI
• Charleston, SC
małe ośrodki
• Trenton, NJ
• Santa Rosa, CA
• Manchester, NH
• Fayetteville, AR
• Norwich, CT
Podobnie jak przy Indeksie Kreatywności, San Fransico, Nowy Jork, Boston i San Jose pojawiają się w większości zestawień. Pośrednim dowodem na słuszność twierdzeń Floridy jest wzrost cen nieruchomości w poszczególnych amerykańskich miastach. Korelacja wyda się być nieprzypadkowa.
Polacy, daleko bardziej niż Amerykanie, przywiązani są do miejsca, w którym mieszkają. Przeciętny Amerykanin przeprowadza się co siedem lat. Ponad 40 milionów Amerykanów zmienia co roku adres, z czego 15 milionów wyprowadza się na odległość większą niż 50-100 mil. W Polsce zakup mieszkania jest często decyzją na całe życie. Młodzi ludzie wyprowadzając się z domu rodziców, lądują często na tym samym osiedlu mieszkaniowym. Dalej lepiej nie, bo potem można wpaść do mamy na obiad albo podrzucić babci dzidzię i wyrwać się do kina. Czy ktoś zadaje sobie w ogóle takie pytania:
1. Jak podoba mi się miejsce, w którym żyję? Czy jest to miejsce, w którym naprawdę chcę być? Czy napełnia mnie ono pozytywną energią? Czy poleciłbym je rodzinie lub przyjaciołom?
2. Czy myślałem o przeprowadzce? Jeśli tak, to czy mam jakieś ulubione miejsca? Co mi się w nich podoba? Co mogą mi one zaoferować? Jak moje życie w tych miejscach byłoby inne od obecnego?
3. Czy kiedyś usiadłem i porównałem miejsce, w którym żyję obecnie, z tymi wymarzonymi miejscami? Czy równie dużo energii i czasu poświęciłem na wybór miejsca do życia, co na wybór życiowego partnera albo kariery zawodowej?
Na takie pytania nie odpowie oczywiście za nas żadna książka. Przed takimi wyborami stawia nas jednak życie. Podejmujemy bardzo poważne decyzje czasem bardzo nieświadomie. Bo coś nam powiedziała ciocia na imieninach albo taksówkarz ponarzekał na korki, albo w telewizji zobaczyliśmy super imprezę w tym mieście, albo koleżanka tam pojechała na studia, albo...
Miesięcznik METROPOLIA próbuje swoimi skromnymi siłami pisać o sprawach polskich miast i uważny Czytelnik może odnaleźć w tych próbach jakieś wskazówki, co do potencjału czy ducha danego miasta. W jednym z najbliższych numerów spróbujemy dać naszym Szanownym Czytelnikom jakieś konkretniejsze narzędzie. Można się nim będzie posługiwać jak młotem w dyskusjach o wyższości jednego miasta nad innym i walić po głowach swoich interlokutorów. Tym młotem będzie ranking polskich metropolii, przygotowywany przez analityków Instytutu Konkurencyjnej Ekonomii Regionów. Prosimy, nie przegapcie! Naprawdę warto!